Festiwal Ars Cameralis 2016: Laura Veirs

Amerykańska wokalistka i kompozytorka wystąpi 18 listopada w sali widowiskowo-koncertowej Muza.
image fot. materiały organizatora

Różne drogi prowadzą do śpiewania. Laura Veirs swoje pierwsze poważniejsze próby podjęła w czasie geologicznej ekspedycji do Chin, była wówczas tłumaczką z mandaryńskiego i zarazem świeżo upieczoną absolwentką geologii. I to właśnie w Chinach zaczęła pisać teksty piosenek, choć z muzyką miała do czynienia już dużo wcześniej – wiele słuchała w rodzinnym domu, a podczas studenckich lat działała w punkowej formacji Rair Kx!


Od chwili debiutu fonograficznego w 1999 roku i płyty zatytułowanej po prostu „Laura Veirs” pozostaje wierna głosowi oraz gitarze. Choć oczywiście surowość debiutu, który zawierał utwory zarejestrowane na żywo, z czasem zaczęła ustępować miejsca rozwiązaniom bardziej rozbudowanym, wzbogaconym o nowe brzmienia, a także artystów wspierających Laurę Veirs podczas sesji nagraniowych. Najlepszym przykładem jest płyta „Troubled by the Fire” z 2003 roku, gdzie towarzyszy jej m.in. legendarny gitarzysta Bill Frisell. Niedługo później związała się z prestiżową wytwórnią Nonesuch, by w efekcie nagrać dla niej kilka albumów, wśród nich „Year of Meteors” z 2005 roku, doceniony m.in. przez „New York Times”. Z Nonesuch była związana do 2007 roku, gdy ukazała się płyta „Saltbreakers”, a artystkę pochodzącą z Colorado Springs zaczęto stawiać w jednym szeregu z Joni Mitchell, Kate Bush czy Björk.

W sumie nagrała 11 albumów i w każdym z nich folkowa piosenkarka z rockową wrażliwością stara się inaczej rozkładać akcenty; potrafi śmiało sięgać po folk charakterystyczny dla spadkobierców hippisów, nie stroni od country, a nawet nieco ostrzejszych brzmień.

 

Kilkanaście miesięcy temu ukazała się płyta zarejestrowana wspólnie z dwoma innymi znakomitymi wokalistkami, k.d. lang and Neko Case. Album zatytułowany po prostu „case/lang/veirs” szybko zyskał międzynarodowe uznanie słuchaczy. W tym czasie Veirs była już artystką dobrze rozpoznawalną. W 2010 roku wydała album „July Flame”, na którym mierzy się z macierzyństwem, ale też i ciemniejszymi stronami rzeczywistości, jak przemoc. Bo Laura Veirs śpiewa nie tylko o ocenach, zimowym słońcu, rozkwitających na biało drzewach wiśni czy topniejącym lodzie – słuchaczy potrafi również zawieść do bardziej ponurego świata, któremu nie są obce samobójstwa i wojny.

 

Dużym sukcesem była płyta „Warp and Weft” z 2013 roku, której producentem był Tucker Martine, muzyk znany z formacji The Decemberists, a prywatnie mąż artystki.

 

 

 





komentarze

dodaj komentarz
jeszcze nie dodano komentarza
dodaj komentarz

miejsca kultury

Facebook