Alicja Pakosz. Te buty są nie do chodzenia

Centrum Sztuki Współczesnej Kronika zaprasza 15 kwietnia na otwarcie wystawy Alicji Pakosz.
image

Mój pradziadek Konrad Pakosch (15.02.1906 – 6.01.1971) urodził się w Polsce, w Suchej Górze koło Bytomia (wówczas niemiecki Beuthen). Miał szóstkę rodzeństwa, a w Suchej Górze nie było ani pracy, ani jedzenia. Jego ojciec wysłał go jako jedynego spośród dzieci na naukę fachu szewskiego do żydowskiego szewca w Bytomiu. Tam otrzymał bardzo dobrą naukę i jako czeladnik nieźle zarabiał. Kiedy wrócił do Suchej Góry (bo na czas nauki mieszkał w Bytomiu), przywiózł ze sobą cylinder i laskę, które później często wypożyczał chłopakom z Suchej Góry na śluby. Wybudował sobie przy domu budkę i w niej też rozkręcił warsztat szewski. Niestety w 1939 wcielono go przymusowo do Wehrmachtu. W 1941 wrócił do domu na pogrzeb swojego ojca i wtedy także, wraz z babcią, poczęli mojego dziadka Jana Pakosza, urodzonego jako Erwin Pakosch.

Niestety mój dziadek zmarł w zeszłym roku, ale zdążył przedtem opowiedzieć mi pewną historię – o tym, jak praca kształtuje człowieka. Przyjechaliśmy do dziadka na urodziny i po torcie zaprowadził mnie do piwnicy, gdzie miał swój mały warsztat. Tam pokazał mi ręcznie wykonany przez pradziadka młotek szewski, w którego rączce wyrobiło się odbicie dłoni Konrada Pakoscha. Konrad nawet po wojnie, w PRL-u – mimo, że pracował także w kopalni – prowadził po godzinach mały warsztat szewski, więc zdążył mocno wyrobić drewnianą rączkę młotka. Historia, którą opowiedział mi dziadek, dotyczy jednak czegoś, o czym za bardzo się nie rozmawiało – czasu wojny, który wielu Górnoślązaków spędziło w szeregach Wehrmachtu. Chodziło konkretnie o to, dlaczego pradziadek nie mógł znaleźć kolegów w wojsku. Była za to odpowiedzialna jego praca, a konkretnie to, że długie używanie młotka zwyrodniło jego dłoń – nie był w stanie rozprostować palców. Miała ona podobno kształt łyżki koparki, tak jakby była wiecznie gotowa chwycić młotek. Normalnie nie nastręczało mu to problemów, natomiast w Wehrmachcie należało często hailować. I w tym momencie mój dziadek, w piwnicy domu w Suchej Górze, pokazał mi ten gest – uniesioną rękę, zakończoną jednak nie wyprostowaną dłonią, a kształtem opadającej łyżki koparki. To było przyczyną, dla której mój pradziadek – mówiący i po polsku, i po niemiecku, i po śląsku – nie mógł się wpasować w towarzystwo. (...)

Mój pradziadek naprawiał i robił buty do chodzenia. Wykopywał też węgiel i uczestniczył w wojnie. Większość tych prac wymagała użycia jego dłoni – fizycznej pracy, którą wykonywał sumiennie. Mój dziadek pracował jako elektryk, także używając głównie rąk. Mój tata jest informatykiem, który co prawda też używa dłoni, ale wytwory jego pracy są jeszcze bardziej wirtualne niż prąd, którym zajmował się jego ojciec. Ja też pracuję dłońmi i wytwarzam rzeczy równie realne co buty. W pewien sposób łączy mnie to z pradziadkiem, którego nie znałam. Z drugiej strony, rzeczy które robię, nie są użyteczne w takim sensie jak buty. Na dodatek autorstwo mojego pradziadka jako twórcy butów było dla klientów raczej bez znaczenia, byleby była to dobrze wykonana robota. U mnie autorstwo jest raczej kluczowe.

Alicja Pakosz

 

 

Alicja Pakosz – urodzona w 1996 r. w Tychach. Absolwentka Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie w pracowni prof. Andrzeja Bednarczyka. W latach 2018/2019 studiowała na Akademie der Bildenden Künste Nürnberg. Doktorantka w Szkole Doktorskiej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Zajmuje się malarstwem, rzeźbą i realizacją wielkoformatowych dioram. Mieszka i pracuje w Krakowie.

 

 

 

 

 

__________________________________________

 

 





komentarze

dodaj komentarz
jeszcze nie dodano komentarza
dodaj komentarz