Krzysztof Maniak „30 sekund wiszenia na gałęzi zanim pękła”

W katowickiej Galerii Sztuki Współczesnej BWA można zobaczyc wystawę artysty, który deklaruje powrót do natury.
image „Trudny teren”, fotografia cyfrowa, (fragmenty cyklu), 2012–2014

Krzysztof Maniak prawie codziennie wybiera się na samotne spacery w okolicach Tuchowa. Bez obawy przed prostotą podejmowanego tematu portretuje melancholijny krajobraz polskiej prowincji. Nie nudzą go pozbawione jakiejkolwiek egzotyki monotonne suche trawy, sosnowy las, tarniny i topniejące połacie szarego śniegu. Dzielnie przedziera się przez chaszcze i zarośla. Pozwala, żeby osty gęsto pokryły jego ubranie. Podejmuje konsekwentne próby zadomowienia się. Rozpisuje je na różnego rodzaju zagnieżdżenia, na przykład te przez wygniatanie miejsca w trawie, mierzenie długością własnego ciała odległości miedzy pniami drzew czy wchodzenie w geometryczne układy z gałęziami i stertami kamieni.

Jego dokamerowe performansy są rodzajem symulowanego kontaktu z dzikością, odbywającą się na określonych zasadach, o wyznaczonej godzinie. Te podejmowane konsekwentnie treningi w trudnym terenie i warsztaty z przedzierania się przez krzaki mają przynieść wrażenie kontaktu z ostoją potężnej natury. Krzysztof Maniak odwraca proces kolonizacji. Szuka przyrody, z którą mógłby się zmagać, oznaczać ją i mapować. Próbuje stopić się z krajobrazem. Balansuje na jednej nodze w niezgrabnym kostiumie z wysuszonego krzaka. Wisi na gałęzi, która po chwili pęka. Jego postać znika z kadru. Zostaje sama przyroda. Ale nadal to on udziela pozwolenia na wizualną dominacje natury w uładzonej formie pejzażu, podanego widzowi do kontemplacji.

W kolejnych rejestracjach Maniak powoli, ale systematycznie, zmienia swój sposób kontaktu z przyrodą. Jego botaniczne procedury stają się coraz mniej aktywne. Pobrzmiewają w nich wrażliwość legendarnego performera, konceptualisty Bas Jan Adera z jego fascynacją melancholią, pożegnaniami i możliwością porażki. Artysta ten zasłynął przez serie dokumentacji własnych upadków. Spadał bezwładnie z dachu swojego domu, wpadał z rowerem do rzeki, zastawiał na siebie pułapki. W jednej pracy rozrzucił swoje ubrania na dachu domu. Wyglądały jakby ktoś przed chwilą zostawił je i poszedł popływać. W końcu odpłynął z Cape Code, wyposażony w aparat i magnetofon, w jednoosobowej łódce, mając zamiar przepłynąć Atlantyk i ślad po nim zaginął. Ciała artysty nigdy nie znaleziono, co dało początek wielu teoriom na temat jego dalszych losów.


Przyglądając się gęstwinie, Maniak poddaje się podobnej pokusie ucieczki. W ostatnich video wydaje się przygotować własne zniknięcie. Nie siląc się na efektowne zagrania, wybiera do tego skromne obrzeża polskiej wsi. Snuje fantazje o zapadaniu się w zmurszałe pnie, wchodzeniu w aksamitne iglaki, kruche, trzaskające gałęzie, przysypywaniu się ściółką. Czy jest coś bardziej malowniczego, niż baśniowe zniknięcie w lesie jako najbardziej pierwotnym ze schronień, najprostszej kryjówce?

kuratorka: Marta Lisok

Wystawa jest częścią projektu „Rezerwat”.

 

Untitled from krzysztof maniak on Vimeo.





komentarze

dodaj komentarz
jeszcze nie dodano komentarza
dodaj komentarz